poniedziałek, 1 lipca 2013
Xylia w domu
Około 15 Xylia wróciła do domu.
Wracając z miasta zaszedłem od razu do weta i ją odebrałem.
Była już przytomna.
Wtuliła się we mnie, czytaj raczej wbiła się we mnie.
Ufna i spokojna.
Ale przecież jeszcze na prochach była.
Gdy weszliśmy do domu, od razu wyszła sama z torby podróżnej.
Ale tak śmiesznie chodziła jeszcze.
Pierwszy raz widziałem Xylię jak zarzucała tyłkiem na bok idąc.
Narkoza jeszcze działała.
W sumie to unikała mnie.
Ale przyszła żeby ją pogłaskać. I nie uciekała.
Wyszliśmy na osiedle coś załatwić.
Wróciliśmy do domu a Xylia już siedziała w ... domku na drapaku.
Jak zawsze.
Czyli narkoza już musiała całkowicie ustąpić jeśli tam się sama wdrapała.
Wieczorem do stanie mięsko do jedzenia.
Jutro jeszcze środki przeciwbólowe.
W środę kolejny antybiotyk i wizyta kontrolna.
Wtedy pogadam z lekarzem i dowiem się dokładnie co to było.
Nie było źle bo do mnie nie dzwonili.
A poza tym miała usunięty kamień z ząbków.
Zęby ma wszystkie własne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.