wtorek, 2 lipca 2013
Noc przeżyta
Pierwsza noc po zabiegu przeżyta.
Xylia ma się dobrze, chyba.
Wstałem po 4 nad ranem do łazienki a później ganiałem koty. A raczej one się ganiały a ja dołączyłem.
Xylia wystawiała Xythaia do wiatru, gdy ten próbował jej przeszkadzać.
A później pół tony mięśni położyło mi się na nogach i nawet nie mogłem pozycji w łóżku zmienić.
Xythai jak się położy spać to jakoś tak dziwnie, że zajmuje pół łóżka, a nogami nawet ruszyć nie mogę.
Xylia jest na mnie obrażona.
Przychodzi, patrzy się na mnie, ale ogon trzyma blisko podłogi.
Chyba, że ją pogonię i biegnę za nią to wtedy ogona jak żagiel leci przede mną.
Załatwia się, je i pije. Biega, gania Xythaia i ucieka przed nim. Więc wygląda, że jest dobrze.
Jutro kontrola u weta i jeszcze jeden antybiotyk na gojenie się rany.
Za uszkiem ma wycięte włosy a rana polana czymś kolorowym, antybakteryjnym.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Stixi:
OdpowiedzUsuńNo to fajowsko, ze Xylcia juz dochodzi do siebie, jutro pogadasz z wetem na temat operacji ale mysle ze gdyby to mialo byc cos powaznego raczej by do Was dzwonil by podjac jakakolwiek decyzje.
Teraz trzeba sie odstresowac, milego dnia dla Calej Rodzinki:)
Trzymamy kciuki za Xiężniczkę :)
OdpowiedzUsuńwielkie podziękowania za kciuki i dobre życzenia.
OdpowiedzUsuńBiedna Kicia. Dobrze, że się udało :)
OdpowiedzUsuń