środa, 19 czerwca 2013

Moja fobia: ślepota



Tak.
To moja chyba jedyna ale wielka fobia.
Boję się ślepoty.

Od dziecka noszę okulary, od pierwszej lub drugiej klasy szkoły podstawowej. Więc dłuuugo.
Nigdy nie pozwalałem sobie dotknąć oka.
A jednak o  okresie 2006 - 2008 nosiłem szkła kontaktowe.
Nie wiem jakim cudem okuliście udało się namówić mnie na soczewki.
Mimo dużej wady krótkowzroczności.
Nosiłem je jakieś 3 lata, i byłem zadowolony.
Człowiek budził się i widział w nocy czy nad ranem normalnie.
Nie zamglono, szukając w pobliżu gdzie są moje okulary, jak pan Hilary.
Na początku dzienne, później miesięczne.
Super wynalazek.

Później je odstawiłem, chyba z lenistwa. Miałem większe problemy z ich zdjęciem niż z założeniem.

Boję się ślepoty.

A teraz coraz częściej robię dużo rzeczy z zamkniętymi oczami.
Gdy jest mi dobrze, przyjemnie nie tylko mruczę i mrużę oczy ale ja zamykam.
Ale nie tylko gdy jest mi dobrze i przyjemnie.
Również coraz częściej idę ulicą z zamkniętymi oczami.
Siedzę w fotelu.
Gdy myślę.
Gdy nie jest mi źle.

Normalnie jakbym się do tego przyzwyczajał.

Boję się tego.

Nie wyobrażam sobie żyć nie widząc.

W szpitalu spotkałem chłopaka, koło trzydziestki, który bardzo niewiele widział. Ale jeszcze kilka lat temu widział perfekcyjnie, później całkowicie oślepł. Teraz widzi trochę na jedno oko dzięki nowatorskiej i eksperymentalnej operacji, na razie na jednym oku.
I twierdzi on, że nie widząc wcale nie jest tak źle, że natura faktycznie jakoś to pomaga pokonać.

Ale nie chcę tego doznać na własnych oczach.



Śpiący Xythai 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.