Tak.
To moja chyba jedyna ale wielka fobia.
Boję się ślepoty.
Od dziecka noszę okulary, od pierwszej lub drugiej klasy szkoły podstawowej. Więc dłuuugo.
Nigdy nie pozwalałem sobie dotknąć oka.
A jednak o okresie 2006 - 2008 nosiłem szkła kontaktowe.
Nie wiem jakim cudem okuliście udało się namówić mnie na soczewki.
Mimo dużej wady krótkowzroczności.
Nosiłem je jakieś 3 lata, i byłem zadowolony.
Człowiek budził się i widział w nocy czy nad ranem normalnie.
Nie zamglono, szukając w pobliżu gdzie są moje okulary, jak pan Hilary.
Na początku dzienne, później miesięczne.
Super wynalazek.
Później je odstawiłem, chyba z lenistwa. Miałem większe problemy z ich zdjęciem niż z założeniem.
Boję się ślepoty.
A teraz coraz częściej robię dużo rzeczy z zamkniętymi oczami.
Gdy jest mi dobrze, przyjemnie nie tylko mruczę i mrużę oczy ale ja zamykam.
Ale nie tylko gdy jest mi dobrze i przyjemnie.
Również coraz częściej idę ulicą z zamkniętymi oczami.
Siedzę w fotelu.
Gdy myślę.
Gdy nie jest mi źle.
Normalnie jakbym się do tego przyzwyczajał.
Boję się tego.
Nie wyobrażam sobie żyć nie widząc.
W szpitalu spotkałem chłopaka, koło trzydziestki, który bardzo niewiele widział. Ale jeszcze kilka lat temu widział perfekcyjnie, później całkowicie oślepł. Teraz widzi trochę na jedno oko dzięki nowatorskiej i eksperymentalnej operacji, na razie na jednym oku.
I twierdzi on, że nie widząc wcale nie jest tak źle, że natura faktycznie jakoś to pomaga pokonać.
Ale nie chcę tego doznać na własnych oczach.
Śpiący Xythai


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.