wtorek, 30 września 2014

Trzeci raz nie widziałem jak wypływają z gniazda


Już myślałem, że nic nie będzie.

Samiczka straciła brzuch już tydzień temu, wprawdzie barwniakowa siedzi w kokosie i co jakiś czas wypływa ale nic tam nie widzę, żadnych wiszących przecinków na sklepieniu kokosa. Także nie wiem gdzie było ostateczne gniazdo bo kopały w dwóch kokosach a z trzeciego powyrywały wąkrotkę, którą misternie ułożyłem. Może gdzieś w jamie pod korzeniem.

Trzecie tarło i trzeci raz nie widzę pierwszych "kroków". Nie wiem ile jest maluchów, "starzy" oprowadzają je po żwirowym  dnie tam gdzie rosną ciemnolistne roślinki. Tak właściwie to za bardzo wczoraj im się nie przyglądałem. Co innego pilnego miałem do roboty.

Wczoraj byliśmy w Koszalinie, Nortus miał tam coś do załatwienia. Przy okazji przeszliśmy się po akwarystycznych. Chcieliśmy tam kupić pielęgnice Meeki. Wiem, że one mogą być dość agresywne i trochę kopać ale tutaj opinie są różne. Ale zaryzykuję tym bardziej, że chcieliśmy kupić młodziutkie, kilkucentymetrowe. Na zdjęciach są ładne, młodzież tym bardziej ale dorosłe nie. To nie kupujemy ale jeszcze można odwiedzić jeden sklep.
No i stamtąd wyszliśmy z dwoma workami. Cztery bardzo spokojne pielęgnice i kilka łodyżek roślin. Cztery bo różnice międzypłciowe są niezauważalne. Jak będę widział, że dobrała się parka i efektem będzie tarło to dwie pozostałe sprzedam. Kupiliśmy o godz. 13 a do domu ściągnęliśmy po 22. Bylibyśmy wcześnie,j ale pociąg uciekł. Przestraszyłem się jak je dowiozę, ewentualnego ich szoku. Różnica temperatur może spowodować nawet rybią ospę. Nawet po aklimatyzacji nie wpuszczę ich do ogólnego. Ta aklimatyzacja trwała ponad godzinę. Rybki wpuściłem do miski z częścią wody z woreczka i co pięć minut dolewałem po dziesięć,trzydzieści mililitrów wody z akwarium. Po pół godzinie w większości wodę z miski wylałem. Dolewki trwały nadal. W tym czasie konstruowałem prowizoryczne akwarium: plastikowe pudło z przykrywką (ok. 10 litrów), stary wewnętrzny filtr, grzałka i termometr. Nalałem wody z akwarium, podłączyłem i wpuściłem rybcie. Przez kilka dni będą przechodziły taką kwarantannę. Dziś rano było OK. Rybki się trochę uspokoiły i ... ŻYJĄ. Może źle nie będzie. Muszę poczytać w necie jak długo ma trwać taka kwarantanna.

Mam nadzieję, że dobrze sprawią się w roli bodygardów barwniaki. Takiej troski o swój narybek nie wykazują inne ryby. Zresztą to pielęgniczka, łagodna rybka ale w obronie swoich dzieci może zabić.

--- tyle napisała Myszka ---

Na razie zdjęć nie będzie, bo te przecinki są tak małe, że na zdjęciach nie można ich odróżnić od ziarenek piasku.
Ale będą filmiki, gdzie widać jak sie pięknie ruszają i małymi "kroczkami" zwiedzają swój nowy, wielki świat.


I znowu trzeba będzie robić pokarm dla maluszków w moździerzu i podawać strzykawką.
Muszę powiedzieć, że  barwniaki są cudowne. Jak dorosłe osobniki dbają o swoje potomstwo, jak z nimi wszędzie pływają, pokazują im nowy świat, uczą życia i bronią przed wrogami. To naprawdę jest cudowny widok. Zwłaszcza gdy się pomyśli, że inne ryby (jak np. mieczyki czy molinezje) płodzą i zostawiają maleństwa bez obrony, jakby świadomie na pokarm dla innych, ich los jest im obojętny. A ci dbają i pielęgnują.

Na osłodę wstawię kilka zdjęć z drugie tarła barwniaków, już kilkudniowych.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.