Bo jak inaczej można to wytłumaczyć ?
W południe, no dobra około 14, kupiłem w aptece lekarstwa za za drobną stówkę z haczykiem.
Po czym poszedłem po chleb do Lidla.
Wróciłem.
Zająłem się wszystkim, czyli obiadem, internetem, książką (znowu czytam Jo Nesbo - jest zajebisty jednak).
I tak sobie poczytałem, poczytałem, zostało mi już jakieś 50 stron do końca, więc sobie dalej czytałem.
I nagle mnie olśniło: Qqqqqqqqqqqqqqq gdzie są lekarstwa kupione ?
Nie pamiętam bym je rozpakował.
Wstałem jakby mnie piorun kopnął w samą żyć, przeleciałem mieszkanie.
Qqqqqqqqqqqqqq NIE MA LEKARSTW !!!!!!!!
Więc w te pędy poleciałem do Lidla.
Jak normalnie idę 5 minut byłem chyba w minutę.
Pytam się pierwszej napotkanej pracownicy, która właśnie wyszła z zaplecza. Nie skończyłem mówić co chcę się dowiedzieć, a ona mówi: lekarstwa ?
Boże, myślałem, że mnie znowu piorun trzasnął w tą żyć na szyi.
Jest. JEST. Jest reklamówka z kartonem z lekarstwami.
O rany, jaki ja byłem szczęśliwy.
Nie dość, że nie straciłem stówki z haczykiem, ale znowu iść po receptę, prosić jakiegoś obcego lekarza a później szukać po aptekach (teraz ściągałem go z DOZ.pl z magazynu centralnego bo nie jest łatwo dostępne) no i ze 2-3 dni byłbym bez leków.
A poleciałem do Lidla tuż przed 21 !
Po 7 godzinach od zgubienia leków.
No to sami powiedzcie, czy źle napisałem w tytule?
A jeszcze kilka dni temu sam się zastanawiałem czy robiąc zakupy można zostawić na wózku jeszcze inne zakupy?
Teraz już wiem: MOŻNA
Człowiek, Muzeum Narodowe


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.