Tak.
Moja najukochańsza Xylia zrobiła mi dzisiaj nieziemską, miłą niespodziankę.
Gdy wróciłem dzisiaj do domu, a wyszedłem przed 7, to zastałem w domu widok, jakiego się nawet nie spodziewałem że kiedykolwiek już zobaczę na oczy.
Kiedyś to było normalne, jak to że po nocy przychodzi dzień.
Ale od stycznia 2012r to już nigdy nie miało miejsca.
Nigdy.
Aż do dzisiaj.
Gdy wszedłem do domu, zamknąłem drzwi, w przedpokoju było pusto.
Już miałem powiedzieć, że żadne kocisko nie raczy się pofatygować, żeby mnie powitać gdy zobaczyłem jak żagiel włosów dumnie, jak żaglowce na oceanie, zmierza w moim kierunku.
Nie mogłem uwierzyć, już myślałem że mam omamy jakieś, ale to była ... Xylia, która szybciutko przybiegła z salonu przywitać się ze mną.
Delikatnie miaucząc i mrucząc przybiegła, otarła się o mnie, zatrzymała się bym mógł ją pogłaskać po główce i karku, i dalej po grzbiecie, cały czas mrucząc. Nawet tak fikuśnie przewróciła się na plecy by oddać mi swój brzuszek do miziania. Ale w tym momencie wpadł z sypialni Xythai i usiadł koło mych nóg. Gdy wpadł Xythai Xylia od razu uciekła.
Po 19 miesiącach Xylia pierwszy raz przybiegła by się ze mną przywitać w progu.
Z dumnie kołyszącym się ogonem, który jak żagle na oceanie wachlując poruszały niebiosami.
Kochana Xylia.
Ostatnio Xylia w ogóle zaczyna bardziej walczyć o swoją pozycję w domu.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.