Z okazji minionych (już) Walentynek, a później z okazji Święta Kota (też przeminęły z wiatrem) Dobrzy Ludzie przynieśli Potwornym Kotom dary w prezencie.
Dary zostały wręczone im wczoraj, w postaci zastrzyków w d...ę (chciało by się rzec).
Jak zawsze, w lutym Potworki mają to nieziemskie święto otrzymania (gratis) zastrzyku w d... (niestety nie w d..., tylko podskórnie).
Zawsze w lutym są szczepione na różne badziewne choróbska, z wyłączeniem wścieklizny. W zasadzie na wściekliznę to powinna być Myszka szczepiona, ale piana Mu z pyska nie leci jeszcze to sobie to darujemy.
I oczywiście była zabawa w weta.
O dziwo, oba Kocisk, nie darły się pod niebiosa. Owszem bały się, i trzęsły, ale nie wydzierały się.
Xythai był bardzo spokojny, ale to normalka jak mu się nałoży obrożę. Wtedy kot siedzi i nie ma go. Odwrotnie Xylia, tam próbuje się wyrwać, wbija się we mnie jakby wchodziła na Mont Blank a ja mam gratis od niej akupunkturę.
Pan doktor zbadał, obmacał, osłuchał i dał zastrzyk.
Na klatce schodowej, koty same leciały już do mieszkania, wystarczyło tylko uchylić drzwi. I migiem poleciały do domu.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.