Wypad do miasta w taką pogodę to jednak tortura.
Dobrze, że wychodzę zawsze z flaszką pod ręką, bo bym chyba kałuży
zlizywał, gdyby były kałuże.
Odebrałem zwrot za reklamowany wyciskacz do czosnku. Miałem taki fajny
wyciskacz, służył mi lata.No, ale się wysłużył i gdy trafiła się jakaś
mocniejsza cząstka to się wziął i połamał.
Kupiłem inny, wytrzymał 1,5 razy użycia. To znaczy za drugi razem zrobiły
się z niego dwie niezależne jego części.
Złożyłem reklamację, na szczęście miałem paragon,
jak widać się przydaje nie od razu wszystko wyrzucać (gdyby to tylko Myszka
chciała zrozumieć, a nie wyrzucała wszystko od razu ;) )
i dzisiaj, po 2 tygodniach, odebrałem wydane wcześniej pieniądze.
W międzyczasie kupiłem inny wyciskacz - i to w najsłynniejszym szczecińskim
Outlet Parku.
Co prawda teraz w Szczecinie co 3 sklep to outlet.
Zrobiłem zakupy w Realu – rany ludzie, jaki to teraz drogi sklep! Droższy
od Stokrotki, Lidla, Biedronki i kilku małych osiedlowych sklepów.
I to dużo droższy.
A później poszedłem do notariusza popytać się o drogę formalną kupna
mieszkania.
I wtedy zadzwoniła ona.
Znajoma, o której już pisałem. Która zwyzywała mnie i nas od najgorszych
(cenzura nie pozwoliłaby na publikację tych słów).
W niedzielę ponoć był dzień przyjaźni. Przysłała mi MMSem lilie, nie
odpowiedziałem. Później zadzwoniła, że bardzo chciała by się ze mną spotkać.
Zgodziłem się. Ponieważ w czasie naszej przyjaźni ja zostawiłem klucze od
swojego mieszkania u niej, a ona u mnie (na wypadek np. zgubienia, żeby nie
włamywać się później do siebie do domu) postanowiłem (symbolicznie, jako
zakończenie przyjaźni) zwrócić jej klucze od jej mieszkania i odebrać swoje.
Spotkaliśmy się dzisiaj, wpadłem do niej. Porozmawialiśmy. Przepraszała,
kajała, ble ble ble. Ja swoje klucze odebrałem. Ona prosiła żebym zachował jej
klucze gdyby coś się jej stało (ma 70 lat). Podsumowałem, że znajomymi możemy
być i jeśli będzie potrzebowała jakiejś pomocy to owszem pomogę jej. Ale
przyjaźni już nie ma, i nie wróci.
Pytała się czy Myszka jej wybaczy? Stwierdziłem, że nie wiem. I lepiej żeby
nie dzwoniła do Myszki i skasowała sobie ten numer telefonu.
Mokry i zmęczony wróciłem do domu. Kawka wypita, poczta przejrzana. No
właśnie, cholerne rachunki jakoś nigdy nie mogą przestać przypominać o sobie.
Przyszedł rachunek z Enei za prąd. Brrrrrrrr
To ta znajoma co wzięła kota z przedszkola i na drugi dzień go oddała. Bo on był zbyt energiczny. Brrr


.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.