środa, 26 czerwca 2013
Dzień spokoju
Po wczorajszej bieganinie, i to w ulewny deszcz, dzisiaj jest dzień spokoju. I jakiegoś zmęczenia.
Zarówno ja, jak i Myszka, jesteśmy jacyś zmęczeni i ospali
Jeśli chodzi o mnie to w ogóle jestem strasznie zmęczony, i to tak gdzieś od początku czerwca.
Od jakichś 2 lat jestem strasznym meteopatą.
Wcześnie na mnie to nigdy nie działało. A im większy był deszcz tym ja bardziej mogłem spokojnie sobie spać.
A dzisiaj już nie.
Jak leje deszcz to dość ciężko jest mi usnąć. Co prawda jak już usnę to mogę spać,i spać, i spać i spaaaaaaaaaaać.
A i tak jestem nieprzytomny.
Ale w zasadzie nigdy nie było tak żebym w ciągu dnia musiał spać minimum 2 godziny. A teraz tak jest.
Oczywiście zwalam to na wahania ciśnienia. Jeszcze chyba nigdy nie było takiej huśtawki ciśnienia.
A i ziewam z szybkością karabinu maszynowego. Co kilka minut morda mi się drze jak krowie na rowie.
Jest to niesamowite.
Zawsze, jak pamiętam, no dobra powiedzmy w ostatnich 15 latach, ziewałem tak koło 13-14, czyli pod koniec pracy.
A teraz ziewam co chwilę i najchętniej szczęka wyrwała by mi się z czaszki i pochłonęła fruwające na niebie ptaki.
Trochę poczytałem o tym co jest powodem i jestem głupszy niż byłem.
Xythai na balkonie.
Jak jego wielki kuper się mieści w dziuplach to nie mam pojęcia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)




Stixi:
OdpowiedzUsuńMy mamy to samo, najgorzej ja w sklepie, jak tylko jakis klient sobie ziewnie to u mnie sie zaczyna bez konca/...i musze robic "ziew discretos :D"/
Xythai jest piekny :)