Po wyczynie Czarnego musieliśmy się go, niestety, pozbyć.
Dzień, czy dwa, spędził w kotniku. Nie był zadowolony, był wściekły. Ale niestety nie miał na to wpływu, a ja wyboru. Nie miałem odwagi wpuścić go znowu do 180-tki z uwagi na maluszki barwniaków, czy Titteyki.
Cóż, piękny był. Taki dostojny, duży (wymierzyłem go na 15 x 13 cm), ale bojowy. Podgryzali się z białym, równie dużym skalarem. Same samce nam się trafiły.
Więc nie miałem wyjścia i w poniedziałek wymieniłem go na dwa maluszki. Białe skalarki. Teraz soboe spokojnie pływają po 200-tce, razem z innymi rybami i skalarami, ale ...
Ich przyjęcie nie było miłe. Duże skalary, biały i Koi, popychały go, jakby dawały nowemu pstryczki, nawet mieczyk czerwony zaatakował go, gdy był tylko jeden nowy widoczny. Drugi na początku trzymał się ziemi, dopiero po dłuższym czasie wypłynął na wierzch i zaczął pływać z braciszkiem. Jak się pojawiły dwa nowe, to reszta ryb przestała ich prześladować. Ewidentnie były prześladowane przez współplemieńców.
Nawet dzisiaj zdarza się, ze nowi są popychani przez duże skalary. I często nowi trzymają się razem, obok siebie.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.