Tak, coś takiego obowiązuje u mnie.
Zawsze, to znaczy zawsze od kilku lat, pod koniec roku idę do dentysty wrzucić mu stówkę do pudełeczka dochodowego.
Jak się zbliża koniec roku, i święta, to ja nie mam na co wydawać forsy tylko lecę w try miga do zębolandii.
Że te ząbki ukochane, ząbki umajone, ząbki radosne, ząbki ... przypominają o sobie pod koniec roku podatkowego?
Więc oczywiście byłem już i zaliczyłem podatek zębowy.
I oczywista uwaga pani zębowej: że pan zawsze przychodzi jak coś się dzieje.
No to proszę mi pokazać ile to osób przychodzi do zębolandii ot tak sobie, na kawkę. Albo, przechodziłem obok i postanowiłem sobie usiąść na fotelu dentystycznym.
A pomyśleć, że gdy byłem małym chłopcem, hej, miałem może 8-10 lat, to sam chodziłem do dr Dziarskiej, po drugiej stronie ulicy, jakieś 3 kamienice dalej, tylko po to by usiąść na jej fotelu i usłyszeć: jakie ty masz ładne ząbki. I jakie zdrowe.
A pamiętam jeszcze tamtą maszynę piekielną. To nie to co dzisiaj.
Zdjęcia: Eksponaty Muzeum Medycznego w Białymstoku
Tak mniej więcej wyglądał gabinet dentystyczny w XX wieku jeszcze, w czasach Gierka. Wiertło wolnoobrotowe,
napędzane pedałem nożnym. Wpierw był to taki pedał jak w starych maszynach do szycia, że by działał trzeba było naciskać pedał jak fala na morzu. Później miał już silniczek, którego szybkość zależała od przyciśnięcia pedała nogą.
To nie to co dzisiaj. Wiertlełko robi bziuuu i dziurka wywiercona. I dzisiaj ludzie boją się iść do dentysty? Wtedy to było czego się bać, ale dzisiaj ?


Toż to sala tortur :)
OdpowiedzUsuńAle jeszcze niedawno tak było. Niestety.
Usuńja jestem dużą dziewczynką a dentysty się nadal boję :D
OdpowiedzUsuńNie warto się bać, póki nie bolą. Bo jak zaczną boleć to będzie źle.
Usuń