Tak.
I to dla ... mnie !
Jak tylko się pojawię w kuchni to Xythai przylatuje, jak czarownica na miotle, i domaga się, ba, żąda jedzenia.
Daję mu po trochę, żeby coś zjadł, jak już musi.
Ale on NIEEEEEEEEEEEEEEE, on musi żreeeeeeeeeeeeeeeeeeeećććććććććććććććććććććć !
A co wyczynia by mnie zmusić.
Najpierw łasi się.
Gdy to nie pomaga, to ostatnio często siada po prostu przy misce, często w pozie Sfinksa, i siedzi spokojnie, i czeka, i tylko patrzy się w moją stronę. Ja udaję, że nie widzę.
Jak już i to nie pomoże to zaczyna ... drzeć mordę.
I to jak !
A i potrafi siedzieć przy pojemnikach, gdzie jest karma przechowywana, i tak siedzieć, i patrzeć się na mnie, i robić jak klaun jakiś, w ostateczności zwalać, jak leci.
Ale tak jest tylko gdy jestem, ja jestem, w kuchni.
Jeśli przez pół dnia nie zaglądam do kuchni to on albo siedzi, czytaj śpi, koło/na mnie, albo w sypialni.
A jak tylko skieruję si w stronę kuchni to on już jest pierwszy.
Czasami jest mu głupio bo idę do ... łazienki.
Natomiast jak Myszka jest w kuchni to on tak nie szaleje. Czasami drze mordę, jakby go ze skóry obrywano. Jednak i tak nic nie wskóra.
I jest spokój.
A ja ????????????????????
Taaaaaaa, a świstak siedzi i zawija papierki :)
Natomiast Xylia jest całkowitym jego przeciwieństwem.
Ale o tym innym razem ....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.