piątek, 27 września 2013
Sprawa to niesłychana ...
Nie, nie, pani nie zabiła pana.
Siedzę sobie na sofie. Do ust wkracza kolejna łyżeczka lodów, a stopy ogrzewa kocyk elektryczny.
Oglądam jednym okiem cośtamcośtam tylko taniec.
Od czasu, do czasu, widzę kącikiem drugiego oka, że coś jasnego miga za oknem.
Ale okno zamknięte, Potwory w domu, Xylia na drapaku wyleguje się. Więc myślę sobie, wiem, głupio myślę, że to w szybie odbija się jakiś ruch z telewizorni.
Raz, drugi, trzeci, ...
Jakiś jasno szary duch chodzi po parapecie za oknem, wte i nazad, wte i nazad.
Wreszcie ... jak piorun z jasnego nieba w nocy następuję olśnienie: to ... to ... to ... Xythai za oknem!
Ratunku, człowiek za burtą !
Kamizelki rzuć, łodzie ratunkowe rzuć i ratuj człowieka.
W tym przypadku, rusz d.... , i to szybko i pędź do okna żeby je otworzyć NATYCHMIAST i wpuścić Króla do domu.
SZYBKO!
Xythai wszedł do połowy do domu, spojrzał dziwnym wzrokiem, wszedł dalej.
Wykorzystała to Xylia i wypadła szybciutko na balkon.
Więc pokazuję i Xythaiowi, czy nie chciałby pójść na balkon, razem z Xylią.
A on spogląda na mnie dziwnym wzrokiem i sruuuuuuu, poleciał do sypialni.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Niezła akcja ;))
OdpowiedzUsuńWybaczył mi, i teraz leży na mnie.
OdpowiedzUsuńŁaskawca ;)