piątek, 27 września 2013

Sen o maturze



Za siedmioma rzekami, za siedmioma górami, za siedmioma morzami, w czasach gdy nie znane jeszcze były komputery i telefony komórkowe zdałem swoją maturę.
Więc było to dawno, dawno, dawno temu.
Dziewczynki chodziły w czerwonych fartuszkach i czapeczkach na głowie, a w koszyku nosiły pyszne szynki, schaby i kiełbasy dla babci mieszkającej w lesie,  a do popicia miody przaśne.

Ale kilka razy śniła mi się matura.

Najciekawszy jednak sen maturalny miałem dzisiaj w nocy.

W klasie siedziało nas 4 uczniów, i matematyczka. Co ciekawe była to nasza wychowawczyni, tylko że ona nie była matematyczką ale rusycystką. Widać taka  licencja poetica snu.

Ja dostałem swoje pytania jakie miałem mieć zadane na maturze.
Cały czas nam mówiono (pisze o śnie), że matura będzie uproszczona, tylko z głównych przedmiotów, a tu okazało się że matura będzie pełna, łącznie z fizyką, biologią i innymi głupimi przedmiotami.
Wcześniej zostałem wezwany do stołu nauczycielki i poproszony bym wylosował jedną kartkę z czterech, które trzymała nauczycielka. Ale gdy chciałem wziąć jedną, dostałem w rękę wszystkie cztery kartki, z którymi wróciłem do ławki. Obok mnie siedziały jeszcze trzy osoby. Patrzę a na tych kartkach są pytania, jakie będę miał zadane na egzaminie dojrzałości.
Było tam również pytanie z fizyki (jak ja jej nie lubiłem, ale to była wina nauczycielki szalonej) oraz zadanie z matematyki. Tak z matematyki.
Zadanie z matematyki było następujące: napisz wzór na potwierdzenie zgodności podpisu (!) Obok były liczby 1,2,3  albo 123 i jakiś zygzak słowny napisany jak potęga (np. 2 do n).
Co ma matematyka do zgodności podpisu ?
Tak się zastanawialiśmy razem.
Naraz koło mnie/nas przeszła inna młoda nauczycielka (nie poznałem kto to był, tyle że młoda) i wręczyła mi plik kilkudziesięciu karteczek spiętych spinaczem. Były tam pytania egzaminacyjne dla wszystkich uczniów z mojej klasy, czyli ponad 30 osób.
Na kartkach były podane imiona i nazwiska (autentyczne, dzięki temu przypomniałem sobie kilka osób z klasy), ich adresy zamieszkania i telefony do domów. A wtedy nie wszyscy mieli telefony w domach.
Więc we czwórkę podzieliliśmy się i dzwoniliśmy po kolegach/koleżankach podając im jakie będą mieć pytania na egzaminie. Do kilku osób nie dodzwoniliśmy się, trudno, uch strata.

A wtedy maturę, żeby zdać można było mieć 2 błędy ortograficzne lekkie z języka polskiego, braki przecinków tez ważyły o zaliczeniu. Z matematyki można było mieć 1 błąd - mówię o pisemnych egzaminach.
Pozostałe, jeszcze 3 egzaminy były ustne, w tym był polski obowiązkowy i przedmioty dodatkowe.

Nikt nie marzył, żeby zaliczyć na 30%.
Co za debil wprowadził takie zasady na maturze ?
Wiem, Giertych. Niech go ziemia pochłonie za coś takiego.
Teraz produkują maturzystów debili.



Przyznacie, że porąbany sen ?

Nie będę ukrywał, że cholernie bałem się matury. W lutym, gdy wszyscy pisali tzw. matury próbne, ja z mamą pojechałem do Zakopanego. Niestety widać moja psyche była słabsza i musiałem po prostu wyluzować się, odpocząć. Pamiętam, że oczywiście w walizce miałem książki i zeszyty do nauki, ha ha ha. I ja myślałem , że będę się sam uczył w górach ?  ha ha ha.

Po tygodniu, czy dwóch, wróciliśmy do domu. W maju zdałem maturę dobrze. Oczywiście najsłabsza była ocena z matmy, tylko trójka. Ale średnia z matury była 4+. Więc byłem zadowolony.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękujemy za odwiedziny i komentarz. Życzymy miłego dnia.